Minął nam rok 2015. Rok, w którym zamordowano demokrację.
Na początek ustalmy jedno. Nie lubię robić podsumowań. Planów zresztą też nie. A już noworoczne postanowienia to całkowicie zbędny rytuał. Dlatego właśnie wygląda to jak wygląda. Chronologia – brak! Raczej starłem się pogrupować wszystko według ważności wydarzeń.
Rozdział pierwszy - Wybory
Odbyły się dwie odsłony „święta demokracji”. Okazały się zabójstwem demokracji. W maju prezydenckie i w październiku parlamentarne.
„Komorowski przegra wybory tylko, jeśli pijany przejedzie na pasach zakonnice w ciąży” rzekł na początku stycznia Adaś Michnik. Najciekawsze jest to, że wtedy wydawało się to prawdą. Sondaże dawały mu jakieś 176% poparcia, SLD i ZSL wystawiły kandydatów na zasadzie ”sztuka jest sztuka”, kandydata PiS nikt nie znał, a kto by brał poważnie jakiegoś tam muzyka?
Następnie byliśmy świadkami czegoś co powinno się pokazywać na zajęciach z marketingu politycznego. Kampania Dekodera była najgorszą kampanią wyborcza w historii. Popełniono wszystkie możliwe błędy. Po raz pierwszych w ramach kampanii wyborczej zorganizowano referendum, o którym zresztą wszyscy zapomnieli. Tymczasem kampania Dudy prowadzona była w amerykańskim stylu, a i Kukiz radził sobie całkiem nieźle.
Efektem była przegrana Dekodera (który po przegranej okazał się nie być kandydatem PO). Nie pomógł Lis, cytujący fałszywe tweety, Michnik przestrzegający i Kuźniar udający, że rozumie co czyta z promptera. Nic. Klęska. Duda prezydentem. Warto było choćby po to żeby zobaczyć tę minę:

Wybory parlamentarne to już czysta przyjemność. Zostały poprzedzone równie żenującą kampanią PO, polegającą m.in. na obwożeniu rządu po Polsce Pendolino i zaglądaniu ludziom w talerze. W wyniku tego genialnego posunięcia PiS objął samodzielną władzę. Do Sejmu weszły jeszcze PO i ZSL, a także NowoczesnaPO z najnowszą gwiazdą Ryśkiem Petru i Kukiz'15. Naród jednoznaczne wypowiedział się o lewicy prowadzonej przez Baśkę Nowacką. Czyżby legalizacja narkotyków, związki partnerskie i in-vitro, czyli główne problemy nurtujące polską lewice nie okazały się aż tak ważne dla całości społeczeństwa? Po wyborach napisałem, że mimo zmiany rządu będę miał o czym pisać. Miałem na myśli geniusz nowego rządu, a nie ból dupy władzy odrywanej od koryta.
Rozdział drugi – ból dupy
Pamiętacie jak po wyborach samorządowych elyty krzyczały, że nie można podważać ich wyniku bo to zabójstwo dla demokracji? Otóż rok później okazało się, że gdy wyniki są inne niż ustalone można robić wszystko żeby je zdyskredytować.
Od 25 października mamy więc do czynienia z piękną „mową miłości” w stosunku do wyborców PiS i Kukiz'15. Są więc: idiotami, tępymi kibolami (to o mnie!), ludźmi nie mającymi pojęcia o świecie, debilami, wieśniakami, moherami, zbyt młodymi żeby decydować. Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy polityką zaczęli się interesować po 25 października. Tym jest najbardziej „wstyd że jestem Polakiem/Polką”. Poza wyzwiskami mamy do czynienia z „oddolnymi” demonstracjami organizowanymi przez Komitet Obrony Demokracji na czele którego stoi człowiek, którego tam to pochłonęło, że zapomniał płacić alimentów na swoje dzieci. Marne 80 tys. złotych. Zresztą Żakowski stwierdził, że on może nie płacić bo walczy.
Demonstracje mają bronić Trybunał Konstytucyjne przed zawłaszczeniem przez PiS. W końcu to niedopuszczalne, że poprzednia koalicja nielegalnie wybrała dwóch sędziów i to, że PiS tę sytuację wykorzystał do powołania pięciu swoich. W dodatku zmienił ustawę o TK! Przecież tylko przedstawiciele polski racjonalnej mogą robić takie rzeczy!
Demonstracje są tak oddolne, że przemawiają na nich Lis, Holland, Petru, Nowacka. Pojawiają się PO i Nowoczesna w całości, a Lis śpiewa „Mury” Znaczy refren tylko, bo deKODery nic innego nie znają. Wkrótce zaczną śpiewać „Boże coś Polskę” z frazą „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie”.
Zresztą mocno patriotyczni się zrobili. Krzyczą „tu jest Polska”, cytują Jana Pawła II, Lecha Kaczyńskiego i robią inne rzeczy, które do niedawna kojarzyli ze skrają prawicą (czyli taką lekko w prawo od PO). Ba, ostatnio jedna znajoma w celu udowodnienia mi, że Polska jest w ruinie przez PiS pokazał mi tekst z którego wynikało, że w Polsce jest gorzej niż w Grecji! A, że tekst był z lipca? Nieważne, przecież już wtedy Duda był prezydentem-elektem.
A obawiam się, że to dopiero początek. Chińczycy jak chcą kogoś przekląć mówią „obyś żył w ciekawych czasach”. Tylko dlaczego nas to spotkało?
To było najciekawsze w roku 2015. a poza tym?
Rozdział trzeci – skrót roku, czyli co poza wyborami?
Rok rozpoczął się od uwolnienia franka szwajcarskiego, przez co jego kurs poszybował w górę do ok. 4 zł. Ku uciesze kredytobiorców w tej walucie. Problem nie jest rozwiązany do dziś, a pewien ekspert publicznie doradzający branie kredytów w tej walucie jest obecnie „liderem opozycji” praktycznie mieszkającym w telewizjach.
Protestowali górnicy i rolnicy. Standard.
Siepacze Szczurka (był taki minister finansów) zajęli się poważnymi sprawami: czatowali na samochody pod sklepami i sprawdzali czy przypadkiem nie są to samochody służbowe, kupione z odliczeniem VAT. Jeśli tak, VAT trzeba było zapłacić. W tym samym czasie Szczurek swoją ministerialną limuzyną woził bachory do szkoły. Przecież „co wolno wojewodzie...”, więc poza tym, że ktoś o tym coś napisał nie zrobiło to na nikim wrażenia.
Do Europy napływali tzw. „uchodźcy z Syrii”. I nieważne, że większość z nich nie jest z Syrii, a płynął tu tylko po socjal, przy okazji kilu wysadziło się w Paryżu, a kilku kolejnych próbowało rozerwać się w innych miastach. Niech żyje tolerancja i multi-kulti! W razie czego zmieni się profilowe na Facebooku.
Były, zdymisjonowany prezes ZUS powiedział, na odchodne że „ZUS bowiem to emanacja naszego państwa” . Coś w tym jest. Działają podobnie.
Dekodera w Krakowie chciano zabić krzesłem w czasie wiecu. W przeciwieństwie do ukraińskiego „zamachu jajkowego” tutaj BOR wykazał czujność. Sprawcę zamknięto w psychuszce.
Amerykanie kupili TVN, a Kuźniar został awansowany do telewizji śniadaniowej. I tyle go widziałem. W mediach społecznościowych tez go już nie mogę oglądać. Zresztą kto by chciał typa gadającego o celebrytach oglądać?
Poza tym okazało się, że większość sejmowych rozliczeń podróży to lewizna, Sikorski zakończył polityczną karierę, Lis odchodzi z TVP, było kilka afer zakończonych tradycyjnym „nic się nie stało”, Kulczyk umarł, Oleksy umarł, Kiszczak umarł... Wałęsa gadał debilizmy, Trybunał Konstytucyjny interesuje każdego Polaka, chociaż 90% nie ma pojęcia o jego działaniu, Kaczafi nie odwołał Bożego Narodzenia, ale śnieg już mu się udało.
I pewnie wiele więcej. To był całkiem niezły rok. Najbardziej podoba mi się ból dupy elyt. Ale nie bójcie się. 2016 będzie jeszcze ciekawszy.
Na koniec moje prywatne nagrody. Zgadzać się nie musicie.
Człowiek roku: Paweł Kukiz – za dobry wynik w wyborach prezydenckich (pomyliłem się w ocenie szans), a obecnie bycie jedyną merytoryczną opozycją w sejmie.
Wydarzenie roku: wyniki wyborów
Porażka roku: PO wraz z Dekoderem.
Zwycięstwo roku: PiS
Żenada roku: KOD i ból dupy.
Zdjęcie roku: w tym tekście.
Ryszardem Petru roku 2015 zostaje Ryszard Petru.